zagięcie
  1. logo Inaczej mówiąc
  2. pobierz książkę w pliku pdf (5mb)
Karolina Muszyńska

Nie czekam na windę

Karolina Muszyńska jest koordynatorką ds. badań i publikacji naukowych oraz członkinią komisji rewizyjnej w Stowarzyszeniu Nieduzi. Skończyła studia pedagogiczne na Uniwersytecie w Białymstoku. Jej praca magisterska dotycząca samooceny u osób niskiego wzrostu zdobyła I miejsce w VII edycji ogólnopolskiego konkursu na najlepsze prace magisterskie i doktorskie dotyczące niepełnosprawności. Pracuje nad doktoratem na temat życia społecznego osób niskiego wzrostu. Studiuje psychologię kliniczną w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej.

Ola Rzążewska: Gdyby się zastanowić, z jakimi trudnościami muszą się mierzyć osoby niskiego wzrostu, na pierwszy plan wysuwają się bariery architektoniczne.

Karolina Muszyńska: Oczywiście, to nasz codzienny problem. Jak wchodzę na klatkę schodową, muszę używać klucza, bo nie dosięgam do domofonu. Gdy wsiadam albo wysiadam z autobusu, muszę liczyć na to, że ktoś mi otworzy drzwi, bo nie dosięgam do przycisków.

A jak jest ze starymi ikarusami, które mają bardzo wysokie stopnie? Narzekają na nie także starsze osoby…

Z tym nie mam problemu, bo jestem dość sprawna, ale wiele osób z mojego stowarzyszenia jak widzi taki autobus, to czeka na następny. A ja to nawet wolę taki, bo wiem, że on sam otworzy drzwi.

Wysiadasz z autobusu. I co dalej?

Trafiam na sygnalizację, ale przecież nie dosięgnę do przycisku, który uruchomi zielone światło. Muszę czekać aż ktoś podejdzie. Do bankomatu też nie dosięgnę. Staram się wszędzie płacić kartą.

A te bankomaty, które są zamontowane na wysokości dogodnej dla osób na wózkach, nie są wystarczająco nisko?

Nie, bo osoba na wózku jest przecież wyżej niż ja, a do tego zwykle ma dłuższe niż ja ręce. Następna rzecz – łazienki. Nawet w tych dostosowanych dla osób niepełnosprawnych umywalka jest wielka i nie dam rady odkręcić wody. Nie dam rady zapalić sobie światła. Na szczęście w toaletach w galeriach handlowych są zamontowane fotokomórki.

A gdy masz wjechać windą na dziewiąte piętro, jak sobie radzisz?

Nie jeżdżę windami. Chyba że są nowoczesne, jak na mojej uczelni, i mają nisko przyciski. A jeśli się z kimś spotykam i wiem, że w budynku jest winda, dzwonię z komórki i proszę, by po mnie zjechał.

Co się dzieje, gdy idziesz do banku?

Trafiam na wysoką ladę, więc muszę stanąć dalej, żeby pracownik mnie zauważył. Podobnie jest w bibliotekach. Ale oczywiście najtrudniej jest za pierwszym razem, potem panie bibliotekarki już wiedzą, że muszą zza kontuaru wyjść, by mi podać książki.
Gdy rozmawiam z ludźmi, też muszę stać trochę dalej – nie lubię wciąż zadzierać głowy do góry, a poza tym to niezdrowe dla kręgosłupa. Czasem mówię do znajomych, żeby się cofnęli i wtedy patrzą na mnie dziwnie. Obcym osobom raczej tego nie zaproponuję.

A jak sobie radzisz w metrze?

Jak idę z tłumem, to przechodzę pod bramką. Nie chce mi się czekać na windę.

Dużo jest tych barier. Czy to one są rzeczywiście największym kłopotem?

Zależy dla kogo, to dość indywidualna sprawa. Ja akurat nie mam problemów z ludźmi ani w kontaktach z nimi.

W swojej pracy magisterskiej analizowałaś samoocenę osób niskiego wzrostu. Kto wziął udział w badaniach?

Ogółem 80 osób – połowa z Polski, a połowa z zagranicy. Do grupy badawczej włączyłam ludzi z amerykańskiego stowarzyszenia Little People of America i uczestników olimpiady sportowej dla osób niskiego wzrostu w Irlandii.

Jakie masz refleksje, gdy myślisz o sytuacji osób niskiego wzrostu w Polsce i za granicą?

Teraz mogę się odnieść także do doświadczeń ze zjazdu Little People of America, na którym byłam w Kalifornii. Rozmawiałam z kobietą, która ma dziecko niskiego wzrostu. Opowiadała, że dostaje specjalne stypendium, które jest wykorzystywane na dostosowanie przestrzeni szkolnej do jego potrzeb – dzięki temu ma niższe ławki, niżej zamontowaną umywalkę w łazience czy szafkę na podręczniki. Chodzi przecież o to, by takie dzieci czuły się komfortowo. Różnice dotyczą nie tylko polityki państwa wobec niepełnosprawnych, ale też ludzkiej mentalności.

Co to znaczy w praktyce?

Gdy idę ulicą w Stanach, nikt mi się nachalnie nie przygląda, ludzie raczej się uśmiechają z życzliwością. Podczas zjazdu w Kalifornii poruszaliśmy się po mieście dużymi grupami i nikogo nasz widok nie szokował. Gdyby taka sytuacja zdarzyła się u nas, nawet w Warszawie, to dla przechodniów byłoby to bardzo dziwne. Pewnie by się pojawiły jakieś niepotrzebne komentarze. A w Stanach nie zdarza się, by ktoś się przyglądał i nie próbował od razu nawiązać kontaktu. Gdy pierwszy raz robiłam zakupy w Irlandii, byłam wstrząśnięta, że tyle osób chce mi pomóc.

Badałaś też, jak wykształcenie wpływa na samoocenę?

I okazało się, że osoby z wyższym wykształceniem mają niższą samoocenę. Mają rozbudzone ambicje, potem trafiają do pracy, która ich nie zadowala, więc są sfrustrowane i przestają wierzyć w swoje możliwości. Choć oczywiście studia niosą ze sobą korzyści. Dłuższa edukacja pozwala zdobyć większe doświadczenie w kontaktach z ludźmi, poszerzyć horyzonty, a samo studiowanie to w ogóle ciekawa rzecz. Ma się większe grono znajomych, a osoby poznane na uczelni są zwykle dość otwarte i normalnie traktują niepełnosprawność. Tylko że po studiach zderzamy się z realiami rynku pracy.

A co może robić zawodowo osoba niskiego wzrostu?

Wszystko, co chce. Tylko musi na to poświęcić więcej czasu, bo stoją przed nią przeszkody, których osoby pełnosprawne nie dostrzegają. Nawet jak pracodawcy widzą, że to ktoś wykształcony i ma duże doświadczenie, sama niepełnosprawność ich przeraża. Tak szczęśliwie się złożyło, że ja szukałam pracy tylko kilka miesięcy – wysyłałam swoje CV wyłącznie do miejsc, w których naprawdę chciałam pracować. I zawsze zaznaczałam, bo się tego nie wstydzę, że jestem osobą niskiego wzrostu.

Więc mieli od razu pełną wiedzę na twój temat.

Tak i odrzucali moje aplikacje. A potem zadzwonił prezes Fundacji Akademia Możliwości, w której są zatrudnione i osoby pełnosprawne, i niepełnosprawne. Zaprosił mnie na rozmowę, a potem zaproponował pracę.

Czym się miałaś zajmować?

Byłam kierownikiem poradni, którą sama stworzyłam. Osoby niepełnosprawne z naszej fundacji mogą uzyskać w niej wsparcie psychologiczne i pedagogiczne. Ale już przekazałam pałeczkę komuś innemu, bo teraz chciałabym zajmować się szkoleniami.

Co ci daje ta praca?

Mogłam wprowadzać w życie swoje pomysły i dużo się nauczyłam od innych. Poznałam wiele osób niepełnosprawnych, które są ambitne i chcą realizować swoje plany, mimo że stoją przed nimi przeszkody jeszcze większe niż przede mną. Koleżanka, która jest niewidoma, jedzie do pracy dwie godziny i musi umieć na pamięć całą drogę. To dla mnie było porażające, ale zobaczyłam, że można, jeśli się chce. Bardzo nie lubię, gdy ludzie zwalają winę za wszystkie swoje niepowodzenia na niepełnosprawność. A może czegoś nie osiągnęli, bo zamiast na to pracować, siedzieli w domu i oglądali telewizję, tak jak to zresztą robi także wiele osób pełnosprawnych?

To, co o sobie mówisz, jest potwierdzeniem kolejnego wniosku z twoich badań – że kobiety niskiego wzrostu mają wyższą samoocenę niż mężczyźni. Czym to można wytłumaczyć?

Kobiety są tradycyjnie tak wychowywane, że łatwiej podporządkowują się zastanym warunkom. A mężczyznom się wpaja, że powinni być silni i zaradni. Mnie z większą niż mężczyźnie niskiego wzrostu łatwością przychodzi poprosić kogoś o pomoc. Dla niego poważniejszym problemem będzie to, że sobie z czymś sam nie radzi. Kobiety mają mniejszą potrzebę rywalizacji i wykazywania się niż mężczyźni – także z tego może wynikać różnica.

Przyglądałaś się także temu, jak wiek wpływa na samoocenę.

Okazało się, że osoby starsze mają niższą samoocenę. Zgromadziły więcej życiowych doświadczeń, także negatywnych, które się kumulują. Żyły też w trochę innym świecie – starsze małżeństwo z Warszawy opowiadało, że dawniej, gdy osoby niskiego wzrostu wyszły na ulicę, to było tak odbierane, jakby pojawiło się UFO. Ograniczali więc wychodzenie z domu do minimum. Podziwiam ich za to, że założyli Stowarzyszenie Nieduzi. Pomogli dzięki temu wielu osobom z niskorosłością, a sami w tak trudnych czasach zdobyli wyższe wykształcenie. Teraz sytuacja już się trochę zmienia, stąd w grupie młodszych wyższa samoocena.

Jak myślisz, co można zrobić, by zmienić trochę mentalność Polaków w tej sprawie?

Moim zdaniem powinny działać jakieś programy edukacyjne dla rodziców, które nauczą ich, jak tłumaczyć dzieciom, że ludzie różnią się między sobą, że niektórzy są wysocy, inni niscy, jeszcze inni jeżdżą na wózku. To jest podstawa.

reportaż | do góry | porada